Wejście od zaplecza do Matecznika było zwykłą drewnianą furteczką. Obok stał okrągły stoliczek i pasiasty leżak. Na leżaku wypoczywał Niedźwiedź ubrany w klapki, okulary przeciwsłoneczne i słomkowy kapelusz. Łapa Niedźwiedzia głaskała leniwie szklaneczkę z chłodzącym drinkiem. 

– No, cześć chłopaki – powiedział Niedźwiedź na widok Zajączka i Żubra, ocierając kosmatą łapą pot z kosmatego czoła, bo upał był niemiłosierny. – Jest dobrze, nie?
– Przyzwoicie – odrzekł ostrożnie Zajączek.
Ha, ha, ha – zaśmiał się rubasznie Niedźwiedź. – Przyzwoicie! Wesoły ten twój kicak – zwrócił się do Żubra.
– Mój? – zdziwił się Żubr.
– Kicak? – zdziwił się Zajączek.
– Ha, ha, ha! – Niedźwiedź rozparł się na leżaczku. – Są ssaki, jest impreza! Wchodźcie! – kopnął nogą furteczkę i drzwi do Matecznika uchyliły się.
– Przepraszam – Pan Zajączek zbliżył się do wesołego Niedźwiedzia. – Czy prawdą jest pogłoska, że w Mateczniku jest klimatyzacja?
Klimatyzacja? – powtórzył Niedźwiedź, ocierając pot z potężnej, włochatej klaty. – Kicak ma ochotę na klimatyzację, ha, ha, ha… A jest, jest…
– To czego, Niedźwiedź, siedzisz na zewnątrz i się pocisz, zamiast korzystać z dobrodziejstw klimatyzacji w środku? – Żubr wydawał się lekko zdziwiony.
– Dlaczego? No właśnie, dlaczego? – zapytał sam siebie skonsternowany Niedźwiedź. – Właściwie to nie wiem…

– Boś głupi! – fuknął Zajączek. – Właź do środka i ciesz się z dobrodziejstwa klimatyzacji w tym upale. I będzie ci mniej gorąco w tym zapchlonym futrze!

– Ha, ha, ha! – zaśmiewał się Niedźwiedź, poklepując Zajączka po pleckach, zamiast mu przyłożyć kosmatą łapą, jak normalnie by to zrobił.
– Nieźle – powiedział do siebie zdziwiony Żubr. – Miś ma luz.

Po czym wszyscy trzej oddali się rozkoszom życia w chłodnej, przepełnionej cudownym powietrzem sali Matecznika. Upał został na zewnątrz.